Jeśli grime jest głosem gniewnych blokowisk Londynu, dubstep jest jego bezpośrednim echem, dźwiękiem wibrującego dread basu odbijającego się pogłosem od łuszczących się ścian.
Aby go poczuć, trzeba porzucić sterylną czystość centrum Londynu i włączyć się w nurt jednej z arterii płynących w kierunku obrzeży, na południe przez Elephant & Castle, Norwood i Thornton Heath do Croydon – domu dubstepu.
Niełatwo dostroić się do częstotliwości dubstepu w numerach Digital Mystikz, Loefah czy Kode 9. Nadają one na bardzo wąskim paśmie, w spektrum rytmicznym zaraz obok zjadliwej agresji drum & bassu, oddalonym o całe mile od ekstatycznego ciepła house’u i o krok od lirycznej furii grime’u.
Słychać je w hipnotyzujących dźwiękach granych przez Hatcha i Crazy D na imprezkach Forward>>, w przejaranych setach dj Youngsta w RinseFM 100.3, słychać je też na winylu w sklepie Big Apple Records w Croydon – tam, gdzie czasami wpada Benga, Plasticman, Skream czy Horsepower.
Dostrój odpowiednio swoje ucho, a usłyszysz pogłos dubowych eksperymentów King Tubby, czy tego, co Wiley i Jammers nazwali „sinogrime”, dziwne filmy klasy B, Metalheadz za najlepszych czasów, mroczny swing Zeda Biasa i El-B, zepsucie Basic Channel i smutny, mechaniczny funk z Detroit.
Ale przede wszystkim usłyszysz echa współczesnego, wielokulturowego Londynu z akcentami jamajskim, afrykańskim, chińskim, hinduskim, amerykańskim, szkockim czy cockneyem. Pogłos dźwięków odbijających się od opuszczonych magazynów, brudnych bloków, nie kończących się szeregówek, nocne jazdy odkrytymi piętrowymi autobusami, auta zadymione skunem i stukot pociągów podmiejskich. Londyn: oto główna inspiracja dubstepu; to miasto daje tej muzyce jej utwardzony, nerwowy, skompresowany charakter. Oto echa pełnego napięcia, intensywnego miasta. Oto mistyczna muzyka obrzeży. Oto Londyn, rok 2004.

to moj przeklad, oryginał tutaj