maras blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2002

nie ma mnie na miescie caly weekend trafilo sie szybkie zlecenie do poniedzialku 13 gieta za slowo, wogle z wolnym lansowaniem to jest jak z dawaniem dupy babilonowi na wlasne widzimisie – znaczy kiedy i jak mi sie zechce, minus ma to taki ze lecimy bez gumy.

nowe foty

4 komentarzy

spluczka_sm.JPG

trzy wajby

4 komentarzy

zla wibracja: pod oknem postawili mi hipermarket, a dzisiejszego popoludnia zeby uatrakcyjnic ludziom zakupy pod hipermarketem postawili jakiegos debila, ktory falszuje sie do mikrofonu na cala dzielnie i juz drugi raz spiewa ‚zabij mnie’ z repertuaru varius manx. kolo, jeszcze raz i to specjalnie dla ciebie kurwa zrobie.

dobra wibracja: kumacie akcje, gdy lamiecie sobie nad czyms glowe godzinami, ale za chuja nie mozecie dojsc do rozwiazania i przychodzi jakis kolo, robi dwa razy klik i zrobione. wlasnie to wczoraj mialem z instalacja tabletu ‚wacom’ (juz go przechrzcilem na WACKom), przyszedl .a, klik i jest. wiec dziala i cos ladnego pewnie na nim narysuje. zeby byl remis to dzien wczesniej przyszedlem do DJ, ktory dostawal kurwy, bo mu sie sypal lejalt przy zmianie rozdzielczosci, zrobilem align=left i se poszedlem :)))

wibracja: chlopcy z hiphop.pl pracuja nad systemem newspublishera do no more prisons, a ja w tym czasie pisze dlugi list do Criminal Court of the City of New York, w ktorym wyjasniam, czemu nie stawie sie na rozprawie 9 wrzesnia, cale halo z powodu otwartej flaszki browca w szarej torebce, ktora nioslem przez park. jak sie dowiedzialem od mendziarzy, teraz sie przepisy zaostrzyly i w parku nie mozna miec nawet zamknietych butelek z alkiem. tam sie naprawde robi zamordyzm, 35o.t.s.s. (patrz komentarze wpis ponizej).

jest nowy dizajnik nie mowcie ze ladnie nie jebie po oczach pozdrawiam wszystkich jadacych na rozdzielczosci 600 na 800, zioma, ktory wcisnal mi po raz kolejny scoobie snacksy (łordap nie sluchaj tyle hardkora ze stolicy), waltera gropiusa, a poza tym yo dla wszystkich wielkich nieobecnych ;))

ps.: nie wiem, czy system komentarzy wogle dziala bo po kilku testach komentarzy system blog.pl mi powiedzial ‚nie spamuj!’ i tyle bylo. gupie to troche

przyszedl do mnie jeden brutalny vintage oldskul stajl kumacie klimaty a la Demis Russos – lata siedemdziesiate w europie, jakies wlochy, najlepiej capri, grecja, albo jakas korsyka, opalone swiecace twarze, biale zeby, biale ciuchy na tlusto przylansowane zlotem, caly czas pedalskie piesniarko-festiwalowe klimaty, erotyczne foty z blondcipkami zrobionymi na puszysto i krzaczastymi psiochami, wszystko az jebie kwasnym potem, martini+oliwki i kokaina, jakies jachty, totalna wiocha yo. pamietacie to???

teraz~~~

12 komentarzy

~~~~napycham sie obwarzankami a wiec jestem w krakowie, siedze w webkafejce, a obok mnie dwoch policjantow katuje jakas gierke, w ktorej czterdziestkamipiatkami rozpierdalaja cale armie podejrzanie wygladajacych typow, mysle moze to jest jakas rada na policyjna brutalnosc?

2 dni we wro owocne, najpierw totalna najebka z tb (9 sztuk polecialo i zasnalem na stoliku w hc knajpie z sick of it all i takimi tam, nastepny dzien wstaje rano, some old bullshit beasties do sluchawek – reanimuje idealnie, potem spotkalem nastepnego zioma, ktory zaleczyl moj chroniczny od 6 miesiecy niedobor nowej nuty i zaskoczyl mnie importami z belgii, poza oczywistymi rzeczami, jak 3 plyty milesa z jego kokainowofunkowego okresu (okolice ‚dark magus’), przez Helene Azul – francuskojezyczna bossanova (szukam jakiejs laseni, ktora mnie nauczy tanczyc wolna sambe bo totalnie plyne w ten klimat), 3 plyty zajebistego juz po kilku przesluchaniach Erika Truffaza (jazz+drum&bass+hiphop, ale nie taki jak us3, ktorzy biora bicik, do niego dodaja pianinko wysamplowane skadstam i na to wszystko przyklejaja trabki sciagniete od charliego parkera. truffaz czuje to wszystko, gra na zywo, miesza inteligentnie i jest wyjebisty), Nils Petter Molvaer (trabka + trans + arabski wkret), do tego rzeczy, przez ktore jeszcze nie zdazylem przebrnac: Bugge Wesseltoft, Laurent de Wilde, Royskopp Trygve Seim, same pojebane nazwiska, jazz mieszany z nowymi brzmieniami, thx bob! a propos udanego mieszania stajli to szukam takiego czegos, co uslyszalem na bibie 3 dni temu – hiphop + ragga (bylo po niemiecku), cos takiego jak ‚cop shot’ dead preza, tego mi potrzeba yo.

dalej nie koncze ciagu wbijania sie do roznych miast, w krew weszlo mi bycie baudelaire’owskim flaneur, czyli ‚spacerowiczem’ – termin okresla zalapywanie sie na nieprzerwana fale twarzy rejestrowanych przez percepcje w ulamku sekundy, taka stymulacja nie nudzi, wciaga az do zdarcia zelowek, ide.

„„bo z kulinarnymi rzeczami to tak wlasnie jest ze jak przyjechalem do usa 6 mies temu to ze 2 miesiace zajela mi konwersja na jankeskie zarcie – te breakfast sausages na sniadanie etcetera – jakis total, obedzmy sie bez dramatycznych szczegolow slowem mowiac rozjebalo mi cala gastryke a po pol roku bylem tak zrobiony ze jak nie zapodalem bigmaka na sniadanie (!!!) to chory bylem i wykszatlcilem se jakis pojebany nawyk wpierdalania czegokolwiek co 1,5 godziny, mala prywatna teoria jest taka ze hormony, ktorym szprycuja mieso uzalezniaja fizycznie [powaga ze jest szprycowane – znam to od kuchni, np. w KFC daja injected chicken], poza tym wez se te amerykanskie laski – 12 lat, warunki tak wypasione ze trudno sie dziwic tym wszystkim zboczonym porywaczom yo]. cale szczescie moje kwasy dawaly rady i przerabialy caly ten chlam utrzymujac lekka niedowage ;)). na tydzien przed powrotem mieszkanie na greenpoincie dalo mi miekka przejsciowke na domowa walowe – bar relax na nassau ave. zapodawal pierogi za $ 1.50 i cala reszte chlamu ale w miare obiektywnie stwierdzam, ze bylo nie bylo swojskie pierogi robione z nieswojskich produktow nie smakuja tak samo. przypomina mi sie jeden text z wprowadzenia do przewodnika do usa mowiacy ze ‚mamy tu najlepsze ciuchy, sprzet i jedzenie na swiecie’ no zesz kurwa tupet i ignorancja, temat rzeka. tak wiec meksyki to w Cali najlepsza alternatywa, jesli jest robione z oryginalnych produktow (minus te oryginalne bakterie, ktore w mex city daly mi biegunke w kolorze zgnilej zieleni [powaga]), to daje rady. dobra, odbijam, bo Syndrom Kompulsywnego Jedzenia utzrymuje sie u mnie w ciagu dalszym i mnie ssie (neq pamietasz ta jazde z przebijaniem jetlagu zarciem ehh?)

deszcz__

5 komentarzy

__padajacy nieustannie ma 2 powazne minusy – hiphop kemp w pardubicach sie najprawdopodobniej nie odbedzie z powodu powodzi (co prawda impra miala miec miejsce na terenie kompleksu basenow wiec mozliwe ze ziomy z poludnia stwierdza chuj i tak mialo byc plywanie), drugi efekt uboczny to wszelkie laski sie pochowaly i na miescie echo, a te od smsow powyjezdzaly gdzies za granice.
po 6 miesiacach czytania prawie wylacznie po angielsku zarejestrowalem powazne ubytki w slownictwie wiec aura sprzyja do odbudowywania tegoz. wspomniany matrix faktycznie jest ale chujowy, po polowie roku kosztowania najrozniejszych stafow to co tu jest jebie eterem na maxa wiec odstawka.

polska..

3 komentarzy

..po 6 miesiacach wreszcie. na dzien dobry na okeciu wita mnie ekipa szybkiego reagowania pod postacia neqa, ktory dostal mejla i wsiadl w pociag z lodzi i pojechal reanimowac mnie z ciezkiego jetlagu. na nastepny dzien dojechal bart, wpadlismy pod palac kultury rozegrac mecz jeden na jeden na jeden w basket, bylo git, potem bylo chujowo, bo bartowi wyjebali peżota (patrz wkurwiony wpis u w/w), a wiec witaj w domu, chociaz jebanej zlodziejsko-japiszonskiej warszawy nigdy nie lubilem i ostatnia wizyta + uslyszane historie ten stan poglebila. wiec wpadam do jeleniej gory i jak sie spodziewalem – marazm. knajpy zamkniete na przerwe wakacyjna, nigdzie nie ma matrixu, wszyscy mowia, ze nic sie nie dzieje. bylem na to przygotowany wiec poszedlem sie wyspac, poszedlem na browar z najlepszym ziomem omowic co dalej, zaginiony na ktoryms lotnisku trzeci bagaz – longboard dotarl, wiec wsiadlem na niego (nowy asfalt na ulicach jest smoooth), przejechalem miasto (ofkors wszyscy ludzie obracali sie na ulicy ofkors wiedzialem ze tak bedzie). pamietam jeden dzien w zeszlym tygu na manhattanie, caly spedzilem na chodzeniu, im dluzej szedlem, tym wiekszy spokoj mnie wypelnial, pomimo zgielku migajacych przed oczyma twarzy dostalem jakiegos ataku stoicyzmu. wiec jeste z powrotem, znajomi podroznicy ostrzegaja mnie przed syndromem popowrotowego marazmu, ale hej dil jest taki: moj masta plan jest gotowy, jego powodzenie nie jest uzaleznione od przychylnosci pana czeska, duzej inwestycji, ilosci klikow gdziestam, czy kursu walut. jeste ja i ziom, wrog nazywa sie marazm, nie jestem euforycznie podjarany, ja jestem spokojny, powoli i pewnie do celu, ze znow powtorze slowa znajomego gorala.

poza tym naprawiam kompa i pracuje nad nomoreprisons.hiphop.pl

wawa

9 komentarzy

yo yeste we wszawie z nekiem i kocham kurwa zapach tego powietrza


  • RSS