maras blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2002

teraz, jesli chodzi o samoloty, to Misa Moja Kochana nie ma sie czego obawiac. MMK wsiadzie w samolot i wygodnicko jak przystalo na mellow kinda girl poleci sobie z predkoscia ponaddzwiekowa powolutku saczac swoja bloody mary kontemplujac Matke Ziemie z samych niebiesiech. MMK poczuje sentyment do MZ oraz pokore wobec MZ, taka mala MMK wzniesiona ponad przecietnosc i cale to nieuczciwe nieszczere bydlo na dole. MMK wzniesie oczy do gory, w strone Absolutu, z cala swoja wyjebista szczeroscia i dobrocia, i bedzie wiedziala, ze cokolwiek ja spotka od strony A, bedzie uczciwe i dobre. w ciagu tych wszystkich odbiorow MMK nie zauwazy nawet nieistotnych turbulencji, braku jej ulubionegu trunku na pokladzie, czy ladowania. W czasie wszystkich tych wydarzen Misio zajmie sie oszukaniem obslugi naziemnej lotniska w Denver tak, aby po wyjsciu poza prog pokladu samolotu MMK znalazla sie prosto w ramionach M.

zycie w stadzie amerykanow, najgorzej mnie wkurwia sluchanie „you OK?” jakies 15-20 razy dziennie, wypracowalem sobie system, w ktorym odpowiadam na ok 50% tego typu zajawek typowym „u-hu” zeby nie byc postrzegany za antisociala, poddany ostracyzmowi i w konsekwencji zlinczowany. najgorzej jest, gdy trzeba stanac po drugiej stronie barykady i samemu zmusic sie do pytania ludzi „Jak sie masz?”, fuck, to jest jak ruchanie w dupe man. nie robie tego wiecej niz 1 dziennie (nie misiu, nie chodzi mi o ta druga rzecz, a wiem ze juz miales mokro). Ja wiem, ze czytelnik moze stwierdzic przesadzasz, no ale na cholere mi sluchac, ze ktos ma sie dobrze i wogle wszystko zajebiscie, a nastepnego dnia widze ta sama postac jak demoluje pol swojej kuchni, bo cos tam mu nie wyszlo… shit adds up at the bottom.. zaczynasz sie wtedy zastanawiac, ilu z nich czubkow trzyma gnaty? to sa odbezpieczone bomby, na zewnatrz 20 razy dziennie maja sie swietnie zeby potem wyjebac w kosmos, bo kto by wyrobil takie dawy hipokryzji?mowie wam, korba, jak sie wam zdaje ze WY macie nie po kolei, to sie grubo mylicie.

mrs:
g. skaliste, the place to be @, zrobilem dzisiaj $15 napiwkow, slaby dzien, bedzie lepiej, yo, mrs

ana:
Bart von Kazik S. ojojojoj lata trzydzieste, Warszawa. Foty i ploty. To tyle z Fraser, Colorado.

Bart:

wino moja wena jest
czerwone jak krew
krew moja ciepla

mialem cos napisac. ale sie zwalilem. pijemy tu ze starmuy przyjaciolmi i marasa bierze sentyment na Pearl Jam. Wlasiciw eni wiemo co mu chpdzi,bo pewnikiem sie najebal nieborak,./

jest zima. 2002 roku nowej ery. colorado. snieg, i epoka lodowcowa i wycieraczki sie psuja w samochodach wiec trza kupowac nowa

no i jestem w gorach skalistych, 3 godziny roznicy w strefie czasowej w stos. do NY, cisza, szum sosen, jakichs dziwnych, grube i dlugie pnie, dopiero wyzej igly, spokoj, niepokoj tworczy, duzo planow. pacjent, u ktorego mieszkam ma plantacje ‚shroomow, tez jakies dziwne: 3 rodzaje, equador, i jeszcze dwa inne, duze skurwysyny, profesjonalna uprawa z lampami, maszynami do robienia wilgoci, miernikami wilgoci, hmm, pieknie y’all..

way out west

1 komentarz

minal juz tydzien w nowym jorku i dalej nic a sianko wychodzi mi szybko jak zwykle i trzeba go troche zrobic wiec kupilem bilet na pociag trasa penn station, NYC – fraser, CO. zapowiada sie tam straszna pizdziawa ostra rzezba i konkretne zbunkrowanie w gorach skalistych, snieg na poltora metra, ogromne przestrzenie, snowboard, no i ogolnie to, co sprzyja produkowaniu czegokolwiek, czyli splendid isolation, cyfra + laptop. szkoda tu zostawiac tych ludzi i te biby no ale wracam i wogle beda lepsze biby i tak samo dobrzy ludzie :PP

ok golabeczki wszystkiego najlepszego :PPP
love is all you need motherfucker

wczoraj z bARTem zwiedzilismy na rowerach caly brooklyn, jest slonecznie, sucho, tylko ziab, wiec po powrocie musialem zakupic whiskey, ktora do dzisiaj sie lecze… jadac patrzysz na klimaty przechodzace z jednej skrajnosci w druga: z surowosci williamsburga, na ktorym ortodoksi w swoich ciuchach i ich rozplodowe zony (wszystkie z wozkami) are lookin at you like you were david koresh here (buehheh ten cytat zapetlil sie lekko ;) przechodzisz w rejony Flatbush Bushwick and Kanarcy, Farraget, Fullgreen, and Marcy, na scianach murale z malcolmem, txty w stylu ‚drugs is just another slavery’, ‚alcohol is drugs’, jest luzno, konwersacyjnie, przed oczyma przewija mi sie milion twarzy i tak jest ok, hunger hunger hunger

na poczatek 3 podstawowe potrzeby czlowieka: praca, mieszkanie, komputer. potem cala reszta

ale wroc wroc wroc, ja wiem ze z braku kompa jestem kurewsko zdawkowy, wiec cofka o jakies 3 dni gdy nie myslalem jeszcze tak przyziemnie: piatkowy wieczor na zjebanym jet lagu oslodzilem 6pakiem grolscha, lokalna sensimilla, i objazdem po lokalnych chyba siedmiu czy osmiu bozackach (nie jest zle, no bo gdzie ma niby byc lepiej niz na brklynie?????): graja wszystko co potrzebne i milo ze do tego mozna jeszcze pobujac przy supermistrzu blyskawicy czy malym michale dzeksonie. ciesze sie, ze tu jestem, bo chlopaki i dziewczyny sie tak bardzo nie szczypia z body movin jak u nas, gdzie co druga biba wyglada tak, ze sciany sa oblepione, a ja kurwa kocham tanczyc, szczegolnie jak wpadam, a leci ms fat booty a sooki dookola maja czym ruszac :PP (disclaimer: to all the mothers and the sisters and the wives and friends Im gonna offer my love & respect till the end)
aha, z tego wszystkiego zapomnialem zapodac czegos o koncercie dj vadima, po ktorym wsiadlem w pociag do warszawy, dalej helsinki i nowy jork. wiec impra wyszla tak zajebiscie, ze 2 moich ziomow: J i TommyBoy skonczyli na komisariacie za palenie fajek na peronie machajac marasowi fading out, na komisariacie spotkali jeszcze jednego zioma, z ktorym sie zegnalem, ale w knajpie. znaczy sie, ze biba udana. dla wroclawian maly tip: w 5 nutkach bujaja sie tajniacy i wesza gandzie fuck!

maras2.JPG

1

4 komentarzy

pierwszy slad bytnosci bart pstrykaaaaa check it

NYC

6 komentarzy

jestem


  • RSS